TUDOR HOUSE LTD

        
		
		
		
		
		
        
        
		
		
		
		
		
		
		
		
		
		
		
		

		
		
		
		
    
    
		
					
		 
	
	
	
			
 
 
Gdyby mieć do wyboru tylko zwięzłą odpowiedź, z pewnością należałoby odpowiedzieć TAK.
Jednak sprawa nie jest tak prosta i oczywista, jak się może wydawać. Nie jest prawdą, że każdy dodatkowy rok spędzony w beczce czyni whisky lepszą.
W porównaniu z czystym destylatem tzw. „moonshine” lub „new make”, który oprócz słodkiego, alkoholowego zapachu, niczym specjalnym się nie wyróżnia, po pierwszych latach w beczce zaczynają tworzyć się nowe aromaty. Przyjęło się mówić, że 60-70 % charakteru naszej whisky pochodzi z beczek, dlatego dębina, czyli materiał z której są wykonane, bez wątpienia ma wpływ na dojrzewający w nim destylat.

Mamy różne rodzaje dębiny: europejski, amerykański, japoński. Każdy z nich nieco inaczej oddziałuje na whisky. Należy również pamiętać, że w beczce zachodzi wiele złożonych reakcji chemicznych. Mamy do czynienia z aldehydami, estrami, tłustymi kwasami, fenolami i oczywiście alkoholami. Jednak część z tych związków chemicznych zanika, blednie z wiekiem, jak chociażby fenole, które nadają dymnego zapachu. Inne, jak np. aldehydy, nabrzmiewają, zwiększając swe natężenie z wiekiem.
Tak więc część nadętych znawców, tzw. koneserów, z pewnością zgadza się ze stwierdzeniem, że „age really matters„, chociaż istnieje ryzyko, że to tylko złudne, ślepe opętanie, wywołane szokiem wybrzmiewającej etykiety na butelce.
Ilość whisky spożywanej na świecie, równie często w koktajlach, wskazuje na to, że dla większości konsumentów wiek nie ma znaczenia. Istnieje tylko silne przywiązanie i ślepa wiara w magię znanej marki. Dla nich, cokolwiek jest zabutelkowane pod światowej sławy szyldem, stanowi wystarczający argument, żeby dokonać zakupu.

Niemniej prawdą jest, że z biochemicznego punktu widzenia korelacja pomiędzy głębią smaków, a wiekiem whisky jest ważna.